Domowe hamburgery w amerykańskim stylu

3

Stało się! Przyszła i do nas, zakradła się jakiś czas temu i została na dobre… Moda na szybkie jedzonko, burgeroknajpki lub po prostu budy z ciepłą bułką otulającą kawał prawdziwej wołowiny. Dowody na to znajdziemy na każdym kroku, nie tylko w stolicy, ale coraz częściej w mniejszych miastach. Sklonowane lokale piętrzą się na co ruchliwszej ulicy i atakują przechodniów chwytliwym hasłem “burger”. Niektóre połączenia wydają się nawet ciekawe – jak np. pierwsza burgerownia o której usłyszałam nosi miano WarBurger co w połączeniu z lokalizacją daje miłe dla ucha i serca połączenie nazwy miasta z jedzeniem. Ale do rzeczy! Wpadliśmy na pomysł zrobienia hamburgerów we własnej kuchni, z piklami, sosami, frytami – wszystko jak należy, zgodnie z kunsztem sztuki kulinarnej. Przygotowania trwały, te psychiczne również… ostatecznie przyszło nam się zmierzyć z takim oto kawałkiem byłej krówki.
wołowina
Prawda, że urodziwe? Zaraz po tym jak wylądowało na desce przyszła refleksja – hm… jak dojdzie do zmielenia tego kilogramowego klocka? Dumania było co nie miara, w międzyczasie przejrzałam też dostępny zestaw noży. Decyzja o siekaniu została szybko wyparta. W przeciwnym razie hamburgerów mogłoby nie być do dnia dzisiejszego. Ostatecznie rozprawiłam się z mięsem przy użyciu blendera, który został zakupiony na okoliczność fazy na zupy kremy (nieistotne, że miał być najtańszym modelem, który robiłby z warzyw pożywną papkę, a stał się ultrafunkcjonalnym kombajnem, który zmieli, ubije, poszatkuje, rozdrobni, zetrze i jeszcze zatańczy, jak dobrze ułożysz na blacie :)). W ramach ulepszenia do mięsa, oprócz przypraw dodałam jeszcze cebulę pokrojoną w kostkę. BŁĄD! Była stanowczo za duża, następnym razem zetrę ją na tarce i będzie git. Z przypraw posiłkowałam się standardowo pieprzem, solą morską, kminkiem, dodałam też wyciśnięty czosnek i odrobinę ziół prowansalskich. Z 1 kg wołowiny dosyć sprawnie uformowaliśmy 6 dużych kotletów. Wspominałam o jajku do mięsa? Dałam! Wiem, że niektórzy uznają to za profanację – skoro tak, niech wcinają rozlatujące się krążki.
IMG_0054
Ech cebula wygląda nieco ordynarnie i zrobiła z mojego luks burgera jakiegoś przeciętnego mielonego… 🙂 ale to nic, w gajerze z pikli, pomidorków, ogórków, rzodkiewki, czerwonej cebulki była krowa znów prezentowała się zachęcająco.
IMG_0059
Kotlety smażyłam na średnim ogniu, po 3 min. na każdą stronę (wyszły raczej well done lub ewentualnie medium well – nie było malkontenctwa, nikt z obecnych domowników konsumujących to dzieło nie jest zwolennikiem płynącej krwi). Sosy wykorzystane w dressingu pochodziły ze sklepu. Użyliśmy także zwykłego majonezu oraz musztardy sarepskiej 🙂 Następnym razem pokuszę się o własnoręcznie przygotowane bazyliowe pesto – to musi być udana kompozycja.
IMG_0061
Oczywiście dodatki są kwestą indywidualnych preferencji. U nas, doszedł jeszcze plaster sera oraz bekonu – no kto bogatemu zabroni, jak się bawić to się bawić – w konsekwencji tych kulinarnych harców jedna ściana w kuchni jest do malowania… Mówiąc w skrócie boczek jest sprytny i nie chce siedzieć na patelni.

Bułkę przed wykorzystaniem, a następnie skonsumowaniem należy umieścić na parę chwil w piekarniku z opcją grilla. Będzie wówczas cieplutka, chrupiąca, zachęcająca. Dokładnie taka, jak widać na załączonym obrazku.
20140321_215734ściana
Jako przestrogę zamieszczam jeszcze zdjęcie ściany w kuchni 🙂 Tak, to zrobił boczek. Nie, do tej pory nie wiemy o co mu chodziło, został zjedzony z trybie natychmiastowym. Tak, malowanie ściany już się odbyło, te białe łaty to specjalna farba na tłuste plamy 🙂

Share.

3 komentarze

Leave A Reply