Zanim się pojawiłeś – recenzja

3

„Zanim się pojawiłeś” to rasowy melodramat, wyciskacz łez, romansidło ze smutnym zakończeniem. To wiedziałam, zanim zaczęłam oglądać ten film i te opinie mnie nie zraziły.

Kiedyś nie przepadałam za filmami dla kobiet, myślałam, że to strata czasu i dużo chętniej wybierałam thrillery. Odmieniło mi się, może to dlatego, że kończę w tym roku 30-stkę? Hm nie wiem, ale zdradzę Wam, że jestem w trakcie tworzenia top 10 filmów, które mogłabym obejrzeć po raz drugi. A ja nigdy, nigdy tego nie robię! Więc coś jest na rzeczy… W każdym razie, czasem po prostu ma się nastrój na tego typu filmy jak własnie „Me before you” i ja miałam taki humor wczoraj, w piątek wieczorem puściłyśmy to sobie z przyjaciółką (Ula <3) i spędziłam na prawdę świetny wieczór przy ekranizacji książki Jojo Moyes (dobre indyjskie jedzonko trochę w tym pomogło… i te dwie milki też :).

mieszkanie w warszawie

„Zanim się pojawiłe” – opis filmu i moja recenzja

Na początek zwiastun filmu:

Książka sprzedała się w nakładzie 6 mln egzemplarzy, więc od początku drukowana wersja robiła furorę. Nic dziwnego, że postawili na ekranizację.

„Zanim się pojawiłeś” to romantyczna opowieść o miłości, która zrodziła się między Lou (grała ją Emilia Clarke – niezapomniana Deanerys z Gry o Tron), a sparaliżowanym Willem (Sam Claflin, znany z Igrzysk śmierci). Historia układa się tak, jak moglibyśmy się tego spodziewać – dziewczyna zatrudnia się u bogatej rodziny, opiekuje się chorym chłopakiem, który niezbyt chętnie nawiązuje znajomości. Początkowo niedostępny Will nie daje szansy Lou Clark, z dnia na dzień dziewczyna jednak przełamuje lody i swoją przebojowością, gadatliwością, poczuciem humoru trafia do serca chłopaka. Dramaturgii dodaje fakt, że Will zdecydował się na eutanazję. Lou chce zmienić jego decyzję, spełnia jego marzenia, jedzie z nim na wakacje i … zakochuje się w nim. Mimo tego, że historia jest przewidywalna, to jednak nie można oderwać oczu od ekranu. Moim zdaniem to zasługa gry aktorskiej Emilii – ona idealnie pasuje do tej roli ze swoją mimiką twarzy.

zanim się pojawiłeś recenzja

Ale reżyserka (i autorka książki zarazem) doskonale manipuluje widzami i wie, kiedy wcisnąć odpowiedni guzik. Raz wybuchałam gromkim śmiechem, innym razem tęsknym wzrokiem ogarniałam stół w poszukiwaniu chusteczki. Magiczny klimat zamku, piękne stroje (chcę tę czerwoną sukienkę z koncertu muzyki klasycznej, po prostu muszę ja mieć) i te emocje, które zostają wywołane w widzu sprawiają, że jesteśmy zaangażowani w fabułę całym sobą. Z jednej strony kibicujemy radosnej Lou w swoich zmaganiach, z drugiej strony rozumiemy rozterkę Willa i chcielibyśmy ochronić go przed mrokiem, w który on podąża. Lubimy tych bohaterów od 1 minuty, utożsamiamy się z opowiadaną historią, 110 minut filmu mija w oka mgnieniu. Szkoda, miałam apetyt na inny rozwój sytuacji.

Końcówki nie zdradzam, warto, żebyście sami obejrzeli.

zanim się pojawiłeś recenzja
Na uwagę zasługuję także każda nuta dobrana do tej historii. Cały soundtrack jest znakomity, jestem nim totalnie oczarowana. Jak wracałam nocą do domu to już go sobie słuchałam i dzisiaj od rana również rozbrzmiewa w moim mieszkaniu. Bylam wściekła gdy sąsiad zaczął wiercić w ścianie, bo nie mogłam napawać się tymi dźwiękami. „Don’t forget about me” Cloves jest absolutnie przepięknym utworem! Tutaj możecie od razu przesłuchać:

Co więcej kupiłam dzisiaj książkę, tzn dwie, bo okazuje się, że powstały dwie części i zamierzam jeszcze sprawdzić tę historię w druku. Najlepszą cenę za komplet dorwałam na allegro, także jak planujecie zakup to można tam spotkać za 50 zł za 2 szt.

A czytaliście już moją opinię o Gwiazd naszych wina? Jak nie, to kliknijcie w różowe.

Share.

About Author

Cześć! Miło Cię tu widzieć. Mam na imię Nina. Całkiem pokaźna książka z przepisami zostanie teraz rozbudowana o inne, równie inspirujące i babskie tematy. Wpadaj, kiedy tylko masz ochotę ugotować coś fajnego, przeczytać szczerą recenzję lub po prostu sprawdzić co się u mnie dzieje. Znajdziesz mnie również na FB, Instagramie oraz Endomondo. Wspominałam już, że tort bezowy z kremem mascarpone długo się przy mnie nie uchowa i nigdy nie odmawiam zakupów?

3 komentarze

  1. wilczazamiec on

    piosenka magiczna – zaraziłaś mnie 🙂
    a film wędruje na listę do obejrzenia – mam nadzieję, że mi się uda – ostatnio szybko się wzruszam

    • Nina Wiśniewska on

      Podesłałam na maila piosenkę, plus dwie kolejne, równie piękne. Dziś na listę wskoczył kolejny tytuł filmu do polecenia: One day.
      Też się wzruszam, 4ki podobno tak mają…

Leave A Reply